Archiwa tagu: orientalistyka

Śpiewająco na egzaminy

O czym tu dziś napisać? Tematów mi nie brakuje. Ostatnio ich jeszcze przybywa. I to kusi, i to nęci… Norweski – nowość, jidysz – odświeżany po latach. Niedawny – bardzo ciekawy – gość tego bloga przypomniał mi moją dawną fascynację językami południowoarabskimi. Na studiach miałam zajęcia również z takich języków. Śmieszyła mnie, podobnie jak innych studentów i wykładowcę, którym oczywiście był profesor Zaborski (bo któżby inny?) nazwa wysp: Kuria Muria, gdzie mówiono takimi dialektami. A tu znienacka zagląda do mojego bloga człowiek, który pojechał sobie na sąsiednią Sokotrę i bada tamtejszy język. I jeszcze wrzuca spisane przez siebie teksty do internetu: http://vagafonov.wordpress.com/2014/08/02/how-is-a-real-folk-tale-of-socotra-looking-like/ Ech, poczytałoby się tego więcej!

A’ propos studiów orientalistycznych…

Eurythmics – Miracle Of Love
Wieczorne piwko i powyższa piosenka przywołały wspomnienia sprzed prawie ćwierć wieku. Właśnie wtedy zaczęłam studia orientalistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Nie było łatwo się dostać. Trzeba było zdać pięć trudnych egzaminów (nie licząc rozmowy kwalifikacyjnej, która też nie była kaszką z mleczkiem). Oprócz gramatyki polskiej ustnie, trzeba było zdać dwa języki obce pisemnie i ustnie. Wybór raczej nie był nieograniczony, bo zdawałabym w takiej sytuacji hebrajski 🙂 Wtedy jeszcze nieźle pamiętałam łacinę, ale trudno mi było wyobrazić sobie ustny egzamin, więc padło na angielski jako drugi język (moim pierwszym był wtedy bezapelacyjnie rosyjski). Ale jak tu się uczyć? Materiałów prawie nie miałam, Internet wtedy w Polsce raczkował, czasu było niewiele, bo na te studia zdecydowałam się prawie w ostatniej chwili. na szczeście już wcześniej nagrywałam sobie na kasety magnetofonowe (było coś takiego :D) rozmaite piosenki. No i rzuciłam się na piosenki po angielsku i – dawaj – spisywać teksty ze słuchu. Pamiętam, jak się denerwowałam, że z tej piosenki Annie Lennox nie udało mi się wszystkiego zrozumieć. Ale to było świetne ćwiczenie, bo tych piosenek miałam sporo. Dzięki tej niekonwencjonalnej metodzie nauki do egzaminów (odpuściłam sobie powtórki gramatyczne, a podręczników nie tykałam nawet długim kijem) poszłam na obie części wyluzowana i całkiem ładnie mi poszło. Od tego czasu bardzo poważnie traktuję naukę piosenek, zwłaszcza że zauważyłam, że – jakimś dziwnym przypadkiem – wyrażenia, które z nich zapamiętałam, bardzo szybko przydają się w konkretnych sytuacjach. Ale o metafizycznych przypadkach napiszę w dalszej przyszłości.