Archiwa tagu: norweski

Przesilenie zimowe

Co robi poliglota, gdy dedlajnów na horyzoncie brak, a tu człowieka dopada adrenalina wyzwolona chyba dla przetrwania mrozów, które chwilowo nie chcą nadejść?  Otóż słucha on swojego organizmu, a właściwie jakichś dziwnych podszeptów, płynących nie wiadomo, z których części umysłu.  Szkoda tylko, że podszepty zapomniały podpowiedzieć, że blog długo leżał odłogiem. Zamiast tego zawlokły swoją ofiarę – przy okazji niedawnej wypłaty (tak! sądy kiedyś w końcu płacą za tłumaczenia) – do księgarni, gdzie najniezbędniejszym zakupem był słownik medyczny polsko – norweski i norwesko polski.   Potem w środku nocy głosy kazały mi sprawdzić, czy ten słownik rzeczywiście jest taki dobry, bo hasła sprawdzane w empiku były takie trywialne i o niczym nie świadczą. Do głowy przyszło mi hasło „zaśniad groniasty”, które nie jest szczególnie popularne (przy okazji popytam lekarzy, czy je znają). No i proszę: po norwesku to po prostu blæremola. I jeszcze podali całkiem zgrabną definicję tej makabry. Zamiast przejąć się, że takie hasła przychodzą mi do głowy, poszłam spać spokojna i zadowolona, że mam dobry słownik. Oczywiście, książkokoholik nie może poprzestać na jednym zakupie. W dziale językowym empiku  jest tyle ciekawych rzeczy. Na szczęście rozmówki polsko – tajskie były za cienkie i miały za drobny druk (a podręcznik rozgrzebany leży w kącie od kilku lat).  Ale książeczka do nauki tureckiego krzyczała: „Kup mnie! ” No to co miałam zrobić? Szanujący się orientalista bez znajomości tureckiego? To już sto lat temu nie uchodziło. Na studiach miałam fantastyczne zajęcia z perskiego (tłumaczyliśmy na perski nawet legendę o Smoku Wawelskim i dowcipy).  A na turecki nie zajrzałam nigdy.  Dlaczego? Przecież nieodżałowany Ciopek (profesor Jan Ciopinski http://www2.filg.uj.edu.pl/ifo/turkologia/Teksty/JC_wspomnienie.pdf ) tak ładnie zachęcał przy każdej okazji do nauki tego języka. No cóż, błędy młodości.  Niektóre błędy można jednak poprawić.  A turecki jest bardzo ciekawym językiem.  Tylko ta tajemnicza aglutynacja… Podobno to nic strasznego. Polska fleksja ponoć jest gorsza dla uczących się polskiego Turków (i nie tylko).  A aglutynacja polega na tym, że cząstki dołączane do  – za przeproszeniem – morfemu rdzennego mają jedną funkcję (np. wskazują liczbę). Przy fleksji jest ich więcej. Przykład: domów . W polskim końcówka –ów koduje równocześnie liczbę mnogą i dopełniacz. w tureckim ev = dom,  evler = domy (ler – liczba mnoga), evlerin = domów  (in – dopełniacz).  Jak mówił prof. Ciopiński, w tureckim słowa składa się jak szaszłyczki. Proste. No to jedziemy!

 

P.S. A może ktoś poda bardzo rzadki przykład aglutynacji w języku polskim?

 

Reklamy

Znaki, wróżby…

Co się dzieje, kiedy człowiek wymęczony niechcianym zleceniem dla wymiaru sprawiedliwości (tłumaczenie różnych dziwnych rzeczy tym razem na arabski) wreszcie chce trochę odpocząć psychicznie? Ano, nogi same niosą nieco odklejonego od realu człowieka do osiedlowej biblioteki. Wiadomo, kilka tysięcy książek w domu to za mało, trzeba nałogowo wypożyczać wciąż nowe. Z wiekiem ten nałóg się nasila, zapewne z powodu niedosytu.
Lekko zmącony wzrok pada na oddane przed chwilą tomiszcza, które nie zdążyły wrócić na półkę: lwowska trylogia Krajewskiego. O rany! Tej środkowej części przecież nie czytałam, trzeba brać.
Zadowolona z tego, że troszkę sobie odpłynę, sięgam w domu po „Liczby Charona” i czytam… No tak, akcja zaczyna się w Norwegii. Mogłam się tego spodziewać. Pojawia się nawet matematyk z Wrocławia, który nauczył się norweskiego. Sygnały aż nadto czytelne 🙂 To między innymi zapowiedź korków z matmy, które będę dawać we Wrocku pewnie bliżej wiosny, jak się do mnie zgłoszą spałowani na półrocze uczniowie. Tymczasem trzeba pilnie wracać do norweskiego, bo zrobiłam już za długą przerwę, o czym właśnie przypomniały mi nowe znaki. Kolejne podejście zacznę od innej strony, tym razem spróbuję przetłumaczyć przynajmniej kawałek piosenki. Akurat chodzi za mną taka jedna smutna, w sam raz na noc z początku listopada.

Wiem, że to bezczelność, tak brać się za tłumaczenie zaledwie po paru dniach nauki… Najwyżej ktoś wyśmieje moje błędy. A ja się przy okazji czegoś nauczę, jak będę je poprawiać. Każdy sposób jest dobry, zwłaszcza gdy człowiek uczy się z doskoku i nie ma szans na systematyczną pracę.
No to jedziemy. Najpierw tekst oryginalny:

Så lenge jeg lever
Skal du også leve
Inni mitt hjerte
Inni mitt sinn
Så lenge jeg minnes
Skal du også finnes
Hos meg med alt det som gjorde
at jeg kalte deg
min

Hvordan skal jeg komme over dette fjell av sorg
Som nå stenger veien min
Hvordan skal jeg klare å komme videre
Når mitt indre ligger i ruin
Ingenting har vært så vondt som det å miste deg
Bare en ting står helt klart for meg

Så lenge jeg lever..

Hvem kan ro meg over dette har av savn
Som forsvinner i en horisont
Finnes det et land med mening framme der et sted
Hvor alt ikke bare føles vondt
Nå som du er borte føles allting meningsløst
Bare en ting gir meg trøst

Så lenge jeg lever..

Mam nadzieję, że dobrze przepisałam (z tekstu, bo ze słuchu nie miałabym najmniejszych szans – za bardzo wymowa różni się od tego, co wiem o pisowni norweskiej). Melodia wpada w ucho, już ją znam. Teraz tylko zrozumieć i zapamiętać tekst. I chwalić się, że po norwesku też śpiewam.
Jeśli uda mi się to dobrze przetłumaczyć, będzie to oznaczało, że rozumiem tekst. Nie wszyscy wiedzą, że w drugą stronę to nie zawsze działa. Można przecież świetnie znać obcy język – nawet w nim myśleć – ale nie umieć tłumaczyć, bo to są zupełnie różne umiejętności.

Så lenge jeg lever
Skal du også leve
Inni mitt hjerte
Inni mitt sinn

Dopóki żyję
Ty też będziesz żyć
W moim sercu
W moich myślach

Na razie jest łatwo, bo mam skojarzenia przynajmniej z czterech podobnych i podobnie zbudowanych języków. Obym się gdzies po drodze nie nacięła na false friends!

Så lenge jeg minnes
Skal du også finnes
Hos meg med alt det som gjorde
at jeg kalte deg
min

Dopóki pamiętam
Ty też bedziesz trwać
Ze mną we wszystkim, co robiłem,
Gdy byłaś moja.

Nie jestem pewna ostatniej frazy, a dalej będzie jezcze trudniej. Idę spać – może reszta mi się przyśni. Dokończę później.
W koncu to tylko brudnopis…