Archiwa tagu: klingoński

Bredzenie w malignie

Dopadło mnie znienacka choróbsko. Najgorsze były długie, prawie bezsenne noce. Za mało siły na działanie, za dużo czasu na myślenie. I opadły mnie jakieś koszmary o straconym czasie, zmarnowanym życiu, które mi się przewijały przed oczami (jak widać, nie trzeba być w stanie bliskim śmierci, żeby tak się działo).
Żałowałam, że urodziłam się ze dwadzieścia lat za wcześnie i w czasach, kiedy nie było internetu, byłam już dorosła. I tylko mogłam sobie pomarzyć o lekturze różnych cudów, znanych mi tylko z opisów. Teraz w sieci jest wszystko, czego się szuka. Owszem, masa śmieci też. Ale od czego mamy rozum…
Powstał Projekt Gutenberg , zdigitalizowano już jakiś czas temu rękopisy znad Morza Martwego, coraz więcej światowych bibliotek wrzuca do ogólnodostępnych zasobów skany swoich cennych zbiorów. Księgi kabalistyczne (ZOHAR, który kiedyś tak strasznie chciałam przeczytać, jest w oryginale i w rozmaitych tłumaczeniach. I setki komentarzy do niej). Rękopisy dawnych uczonych. Cudownie byłoby zapoznać się z dziełami Wielkich Geniuszy Ludzkości, a nie tylko kojarzyć je pobieżnie z opracowań.
Materiały do nauki chyba każdego języka na Ziemi (i paru z kosmosu: klingoński, na’vi
;-)) są na wyciągnięcie ręki po myszkę…
Płakać się chce, że już nie zdążę.
A gdyby tak rozciągnąć czas na boki? Bilokować, albo lepiej, zmultiplikować się.

A potem, gdy już myślałam, że jest lepiej, dopiero zaczęły się odloty. I obliczenia, w jakim czasie dam radę opanować wszystkie języki, które bym chciała znać? I po co mi tyle? I majaczenie w gorączce:  gdyby się udało poznać wszystkie języki żywe i martwe (liczone w tysiącach przez skrzętnych badaczy), rozwikłałabym tajemnicę Wieży Babel. Poznalibyśmy wtedy całą prawdę. Bo mit , jak to mit, zawiera tylko jej część. I na ogół trudno do niej dojść, podobnie jak trudno jest nawiązać kontakt z własną podświadomością, która- skubana – podobno pamięta wszystko . Gdyby tak pamiętać świadomie, nauka języków byłaby błyskawiczna.

Glottogonia, czyli nauka o pochodzeniu języka, doszła w pewnym momencie do ściany. Można się cofać w czasie, żeby badać rozwój języków i łączyć je w grupy. I odtwarzać protojęzyki, czyli hipotetycznych przodków  języków,  po których pozostały jakieś teksty. Ale gdzieś tam w końcu trop się urywa. Zabrakło źródeł pisanych, a języki istniały wcześniej niż ich zapis. Tu archeolodzy mają lepiej niż językoznawcy, za to ci drudzy – większe pole do fantazji.
Niektórzy badacze początków mowy ludzkiej zabrali się nawet za badanie dźwięków wydawanych przez małpy człekokształtne i bawią się w darwinistów, wierząc, że nasza mowa stopniowo ewoluowała coraz bardziej się komplikując.
A ja się pytałam: Jak to się ma w takim razie do obserwowanych przecież przez nas również na żywo tendencji do uproszczenia? Wyraźnie to widać w gramatykach poszczególnych języków. Skomplikowana odmiana znacznie się upraszcza – weźmy za przykład angielski, gdzie deklinacji już prawie nie ma, zostały tylko dwie formy czasownika.  Liczebniki też nie mają rodzajów.  Arabski, a właściwie jego wersja oficjalna, literacka (MSA)  jest archaiczny w porównaniu np. z hebrajskim, który też jest językiem semickim, ale już w arabskich dialektach widać zanik, czy znaczną redukcję różnych „nieekonomicznych” form.

Miałam wrażenie, że języki jako gotowe złożone systemy były dane ludziom z zewnątrz, eksperymentalnie. Stąd różnice. Bo przecież świat nie kończy się na językach indoeuropejskich. Ciekawe, czy któraś grupa była kontrolna? I kto na nieszczęsnej ludzkości eksperymentował? Potem, podczas dalszych wizji,  ze strachu sierść mi się zjeżyła na całym ciele, więc dalszego ciągu nie będzie, żeby oszczędzić takich emocji Czytelnikom.  (W każdym razie, nie były one aż tak ciekawe, jak mój sen z młodości:  odkryto poza orbitą Plutona planetę zamieszkała przez pięknych ludzi – podobnych do Persów –  którzy mówili po polsku i awestyjsku. Gorączkowo szukano tłumaczy. )

Zamiast tego, obiecuję kiedyś zająć się językiem ,który ożywiony sto lat temu, rozwija się w zaskakujący sposób. Oczywiście, mam na myśli hebrajski.
Wezmę też pod lupę esperanto – język od początku do końca stworzony przez jednego człowieka w szlachetnym celu: porozumienia ludzkości. A ludzkość przecież podobno już kiedyś mówiła jednym językiem. Przed zbudowaniem Wieży Babel..

Reklamy