Sen nocy letniej ;)

Donoszę uprzejmie, że jeszcze  żyję 🙂 Żeby jakoś przetrwać w tym dziwnym realu, odlatuję czasami bardzo daleko. Pomagają mi w tym na przykład takie cudeńka:

Skutki uboczne: zaczęły mi się śnić jakieś wcielenia sprzed tysięcy lat, niekoniecznie moje. I przyłapałam się na nieskromnych myślach o nauce sanskrytu. Próbowałam sobie przypomnieć, czy w moim księgozbiorze nie ma jakiegoś podręcznika… Nie ma. Jest za to książka o hindi. Ale te języki jeszcze trochę poczekają na swoją kolej. Musi być najpierw impuls wyzwalający ciąg jakichś dziwnych reakcji w umyśle, który nagle zaczyna pożądać kolejnego języka.

A tymczasem nogi same zaprowadziły mnie na warsztaty ladino. Wiedziałam, że we Wrocławiu jest osoba, która zajmuje się kulturą sefardyjską i od pewnego czasu prowadzi wykłady na jej temat na wrocławskiej judaistyce. No i proszę: na Festiwalu Kultury Żydowskiej Simcha ta sama osoba, czyli dr Agnieszka August-Zarębska, miała zajęcia pokazowe dla wszystkich chętnych. Nie mogłam nie przyjść. Podobno mam jakiś korzonek sefardyjski – Żydzi wygnani z Hiszpanii dotarli aż do Zamościa, więc jest to prawdopodobne, bo w tamtych okolicach też miałam rodzinę – a zatem dobrze by było poznać coś więcej niż parę piosenek Yasmin Levy, śpiewanych do Księżyca, kiedy wydaje mi się, że sąsiadów nie ma w domu.

Prawie każdy wie, że ladino to stary język hiszpański poprzekręcany przez Żydów i naszpikowany hebraizmami (coś tak jak jidysz, który jest przerobiony z wsiowego niemieckiego), żeby goje nie mogli zrozumieć.* Ale pewnie nie wiedzieliście, że ta nazwa nie jest do końca prawidłowa, choć używana nie tylko potocznie . Pierwotnie ladino to był język przekładów biblijnych dla hiszpańskich  Żydów, którzy nie znali już hebrajskiego. Język  sztuczny, tworzony na gorąco przez tłumaczy, którzy w tamtych czasach byli przekonani, że wierny przekład polega na przeniesieniu do języka docelowego wszystkiego, co tylko możliwe, łącznie z idiomami i kalkami gramatycznymi, niekoniecznie zwracając uwagę na to, że gubią pierwotny sens. Skupiali się na oddaniu oryginalnej składni, nawet jeśli brzmiało to sztucznie.W dzisiejszych czasach szanujący się wykładowca na dowolnym kierunku filologicznym tłuklby glową o biurko, gdyby studenci przynosili mu swoje przekłady powstałe w ten sposób (no dobra, słyszałam, że niektorzy tak robią, ale tłumaczami potem nie zostają, a przynajmniej mam taka nadzieję).

Przykłady: hebrajskie מיים majim (woda), czy חיים chajim (życie) to gramatycznie liczba mnoga, zatem tłumacze robili z nich aguas i vidas, choć po hiszpańsku używano ich w liczbie pojedynczej.

Jak mi taki tekst wpadnie w łapy, to go pewnie zrozumiem, bo znam hebrajski. Ciekawe, ile rozumieli czytelnicy, dla których te przekłady były przeznaczone. Na szczęście zawsze można było spytać chachama, czyli rabina, który znał hebrajski i mógł – nomen omen – wytłumaczyć, co tłumacz miał na myśli .  Taki mały smaczek: rabin po hebrajsku to רב raw. Chacham חכם to też hebrajskie słowo (mądry), które przeszło do arabskiego w znaczeniu rabin właśnie, a z arabskiego do ladino.

A ten język żywy, głównie mówiony, w kręgach jego badaczy nazywany jest najczęściej judezmo, sefardyjskim, judeo – hiszpańskim, żeby go nie pomylić z językiem – kalką stworzonym w dobrej wierze przez tłumaczy.

Więcej szczegółów, kto ciekaw, znajdzie tutaj: https://www.academia.edu/2920129/Agnieszka_August-Zar%C4%99bska_Ladino_czy_judezmo_O_j%C4%99zykach_%C5%BByd%C3%B3w_sefardyjskich

Imponujący jest zasięg tego języka: od Turcji po Argentynę. Co z tego, skoro współcześnie ladino ledwo żyje, skazane na jeszcze szybsze wymarcie niż jidysz. Z tej samej smutnej przyczyny.

W miniaturce Muzeum Żydów Polskich,która stała przez tydzień na wrocławskim Placu Solnym, zabrakło miejsca na maleńką nawet wzmiankę o polskich Żydach sefardyjskich. Zajrzałam tam wracając z warsztatów ladino. Nie muszę pisać, co zaczęło mi chodzić po głowie…

Dr August-Zarebska pokazała nam fragmenty izraelskiego podręcznika i powiedziała, że w Izraelu są rozmaite kursy, wychodzi gazeta w ladino, a na Youtube dostępne są lekcje.

Wczoraj dorwałam się do tych lekcji, przesłuchując fragmenty i robiąc sobie z nich listę do słuchania np. przy pracy.

Pewnie dlatego natychmiast zeszłej nocy przyśniła mi się grupa z Izraela. Nie byłoby w tym nic dziwnego, w końcu ponad dwadzieścia lat zajmowałam się przyjeżdżającymi do Polski izraelskimi grupami, gdyby nie fakt, że wszyscy mówili tylko w ladino, a ja ich doskonale rozumiałam i świetnie mi szło konwersowanie z nimi. Ten sen był tak wyraźny, że jeszcze po obudzeniu pamiętałam niektóre dialogi.

Sugestopedia Łozanowa nawet po latach i nawet zapomniana i stosowana intuicyjnie – jednak działa. Szkoda, że nie mam na kim sprawdzić, czy ta moja senna znajomość ladino okaże się trwalsza.

*Gdyby ktoś tu trafił po praz pierwszy i nie wiedział, że czasem sobie żartuję: to jest ten moment.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s